13.09.2015

Dziwaczne Chiny - plucie i papieroski

Jadąc w egzotyczną podróż próbujemy przygotować się na to co nas na miejscu może zastać. Najczęściej zdobywamy informacje na temat lokalnej kultury, obyczajów i zachowań. Przebijamy się przez blogi, czytamy opinie i oglądamy zdjęcia myśląc, że przecież każdy otoczenie odbiera subiektywnie a czytane artykuły nie koniecznie muszą opisywać rzeczywistość. Tak właśnie z przymrużeniem oka traktujemy pewne informacje, żeby będąc u celu podróży pomyśleć: FAKTYCZNIE! Jedzenie w Chinach nie jest ostre, ludzie plują a kierowcy używają klaksonu bez opamiętania.

Nie wiem czemu..

Jadąc do Chin wiedziałam po części czego mogę się spodziewać, gdyż interesowałam się tym tematem już od dłuższego czasu. Wszystko po to żeby nie popełnić gafy i po prostu by zminimalizować szok kulturowy. Wiele informacji w internecie powtarzało się nagminnie i tak mogłam dowiedzieć się, że Chińczyk nie pomoże, słabo się dogada bo raczej nie mówi po angielsku a samo podróżowanie po obszarach wiejskich to niezła krwawica (patrz: Chińczyk nie pomoże) do tego wszędzie panuje ogólny brud i syf.
Czyli generalnie Chiny mogą być trudne, momentami nieznośne i nie jest to najlepsze miejsce na pozbywanie się uprzedzeń.  Podróżnicy przebywając nawet jeden miesiąc na wizie turystycznej, czyli stosunkowo krótko na ocenę danej kultury dochodzą do podobnych wniosków. Z tego też względu chciałam jechać i zobaczyć jak jest tam dla mnie.


 Sporządziłam spis moich spostrzeżeń i tak oto:

1. Nie takie ostre i "mięsne" jedzenie jak mówią

Dla każdego coś dobrego. Dla mięsożercy i pożeraczy dziwnych brunatnych krojonych klusek!
Jeśli chodzi o chińszczyznę i pikantność lokalnych potraw to istnieje powszechna opinia według której chińskie żarcie ma wypalać podniebienie będąc praktycznie niezjadliwym dla delikatnych europejskich jęzorów wychowanych na mdłych ziemniakach.
Na samą myśl o ostrych potrawach uśmiechałam się pod nosem, bo moim zdaniem im bardziej wypala tym smaczniejsze. Niestety pomimo tego, że większość czasu spędziłam w Prowincji Syczuańskiej znanej ze swoich pikantnych potraw, ich pikantnością byłam mocno rozczarowana. Zdarzyło mi się kilka EPIC wypadów podczas których jedzenie nafaszerowane pieprzem syczuańskim i chilli wprawiło mnie w płacz. Generalnie jednak, jedzenie jakie przyszło mi próbować jest dobrze przyprawione, ale rzadko ostre.
Wiele słyszałam też o tym jakoby rzekomo znalezienie wegetariańskich potraw w Chinach było bardzo trudnym zadaniem. Z tym też nie mogę się zgodzić bo po pewnym czasie mając dość mięsa, byłam w stanie żywić się praktycznie tylko warzywami. Warzywa z woka, zupy, nudle z sosem bezmięsnym, pierożki, wszystko w wersji bezmięsnej!


2. Nie wylizuj talerza

Przekonałam się o tym po luźnych rozmowach z lokalnymi, którzy potwierdzają, że niegrzecznym jest zjedzenie wszystkiego ze stołu. Warto jest zostawić na talerzu co nieco komunikując tym samym, że jedzonkiem jesteśmy usatysfakcjonowani, głód nam nie doskwiera i nie mamy ochoty na więcej. Pusty, wylizany talerz świadczyć będzie tylko o tym, że domagamy się dokładki. 

Wszystkiego i tak nie zjemy.

3. Raj dla palaczy

Z moich obserwacji wynika, że palić można dosłownie wszędzie a znaki palenie zakazujące są ignorowane przez większość populacji. Autobus, pociąg, restauracja, przystanek autobusowy, WSZĘDZIE dym. Do tego miałam wrażenie, że pali praktycznie każdy facet a spotkania w męskim gronie rozpoczynają się od wzajemnego częstowania się fajkami. Przy tym kto jakie papierosy pali też ma znaczenie. Wybór konkretnej marki określa twój status społeczny czy pochodzenie, nie zawsze kierując się zasadą im droższe tym lepsze.  Chcesz zaszpanować w Chinach? Wykup Zhonghuan (około 50 juanów za paczkę czyli jakieś 30 zeta) a będziesz należał do fanów marki razem z wysoko postawionymi członkami rządu i biznesmenami. Jeśli niekoniecznie chcesz się identyfikować z tą grupą to kupuj Zhongnanhai (mniej niż 10 juanów, paczka) w której lubuje się większość obcokrajowców.



4. Nie zawsze fajnie jest być białym

Bycie białym w Chinach najczęściej wiąże się z wieloma przywilejami. Wydaje mi się, że z jakiegoś nieznanego mi powodu białych obcokrajowców darzy się dużym szacunkiem. Objawia się to najczęściej  szczególnym ich traktowaniem np. w restauracji lub na dworcu w kolejce po bilety. Białym łatwiej jest też znaleść pracę (w porównaniu do czarnoskórych) i są lepiej wynagradzani mimo tych samych kwalifikacji co Chińczycy.
Jednak o dziwo nie wszędzie tak fajnie jest być białym. Część ludzi nie chce mieć z tobą do czynienia ponieważ chcą oszczędzić sobie kłopotów spowodowanych niemożnością porozumiewania się po mandaryńsku. I tak taksówkarze czasem mogą cię ignorować a w hotelach często usłyszysz, że pokoje są przepełnione i nie ma tam już dla ciebie miejsca.

Panowie w czasie wolnym też zaciągają.

5. Dzieci bez pieluch.

Nie wiem czy akceptowany, ale faktycznie nadzwyczajny i dosyć częsty był dla mnie widok dzieciaków czy dokładniej mówiąc niemowląt z wielką dziurą na portkach...Ekhm.. w miejscu pampersa. I tak przykładowo jadąc sobie pociągiem na dosyć długiej trasie (bo aż 28 godzin) zaraz obok mnie z takim bobasem zmagała się młoda para rodziców. Maluch załatwiał swoje potrzeby przez ową dziurę na przygotowane przez rodziców ścierki a czasem tak po prostu na mamine kolano, w zależności od mamusinego refleksu. Z tego co wiem to jest to praktykowane wśród rodzin mało zamożnych i już nie tak popularne w dużych metropoliach.



Sweet pucki i goły tyłek.

6. Czyszczenie gardła

Ponoć w Chinach istnieje starożytne przekonanie według którego złe duchy zamieszkują gardło. Tak właśnie. Ulokowanie duchów w gardle wyjaśniałoby niektóre zachowania, które dla mnie były mówiąc w prost - obleśne. Wszędzie widzi się Chińczyków odchrząkujących, plujących i siorbiących z zamiłowaniem zupę, którzy idąc tym tropem po prostu trzymają swoje złe duchy w ryzach. Do tego trzeba pamiętać o tym, że większość żyjąca w miastach produkuje ogromne ilości flegmy ze względu na zanieczyszczenie powietrza, smog i samo palenie.  FLEGMA wszędzie! :)
Chociaż będąc fair trzeba też powiedzieć, że te zachowania, mimo że tak częste, nie są już uważane za grzeczne przynajmniej wśród wyższej klasy społecznej i młodzieży.

Z drugiej strony odbijanie i siorbanie przy posiłku jest jak najbardziej wskazane! Nie zapomnijcie też o dosadnym beknięciu, które będzie komplementem skierowanym do szefa kuchni!


Czyli "Nie pluć nigdzie" po Chinglish (czyli Chińczycy próbują po angielsku)


I tak pozwoliłam sobie na moją skromną ocenę sytuacji przypominając, że jest subiektywna i każdy powinien przekonać się tego na własnej skórze!

Nie słuchaj mnie, jedz i sam oceń!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz