24.01.2016

Bajeczna Australia Zachodnia

Co robi Basha w ostatnie trzy tygodnie jej pobytu w "Down Under"? Zamieszcza ogłoszenie szukając kompanów podróży i już na następny dzień pakuje się w rozklekotanego busika z nieznajomymi kierując się do Exmouth mieściny z cudowną rafą koralową oddalonej o rzut bumerangiem na północ od Perth, bo jedyne 1 500km.




To właśnie Australia Zachodnia , której stolicą jest Perth - najbardziej samotna metropolii świata, jest najrzadziej odwiedzanym australijskim stanem. Tutaj mnie poniosło i tutaj mieszkałam przez calusienki rok. W ciągu tego czasu wielokrotnie organizowałam sobie wycieczki po stanie, ale trzy ostatnie tygodnie mojego pobytu miały być najbardziej szalone.
Większa część Zachodniego Stanu to pustynie, parki narodowe i busz. I tego mamy z moją załogą doświadczyć, ciszy i bezkresnego niekończącego się krajobrazu australijskiego "outbacku". Chcemy widzieć stada kangurów przebiegających nam drogę, i przerazić się ogromem tego cichego pustkowia.
Ile to słyszy się historii o zaginionych turystów, setki tragicznie zakończonych przygód ludzi, którzy gubią się w buszu bez odpowiednich zapasów wody i benzyny. To w Australii Zachodniej zasięg telefonii komórkowej obejmuje tylko 5 procent powierzchni całej stanu, zgubisz się - po tobie.

No więc jedziemy sobie do Exmouth

Pod drodze zatrzymujemy się w Northampton - Kalbarri - Shark Bay - Monkey Mia - Coral Bay - Ningaloo Reef - Yardie Creek a ostatnim przystankiem bajeczne rafy koralowe w Exmouth.

Spaliśmy czasem w hotelach, pod namiotem a raz pod gołym niebem  obserwując gwiazdy przed zaśnięciem. Co za pustkowie i męcząca cisza. Ani żywego ducha, no może tylko duchy przodków Aborygenów. Z przerażeniem zasypiałam i było mi nieswojo czując jaka jestem malutka.

Co kilka godzin mijaliśmy odosobnione stacje benzynowe, bary, sklepy i hotele czyli "roadhous'y" i zawsze zadawałam sobie pytanie jak można tak żyć. Właściciele żyją w totalnej izolacji na pustyni w bardzo trudnych warunkach, często samotnie. Zamordowałeś kogoś, coś ukrywasz? Dlaczego cię tak daleko poniosło, daleko od cywilizacji?!

Zatrzymywaliśmy się przy drodze podziwiając klify i kilometrami ciągnące się bezludne plaże. Great Ocean Road na wschodzie Australii jest piękne, ale ta droga jest jednak moją ulubioną. Do tego nurkowanie z rekinami, mantami, żółwiami w rafie koralowej lepiej zachowanej niż osławiona na cały świat wschodnia Great Barrier Reef. Do teraz ubolewam dlaczego nie miałam jeszcze wtedy GoPro albo innej podwodnej kamerki. Co by to były za foty! I tak nie zapomnę kolorowych rybek pływania z parą olbrzymich 3 metrowych mant wirujących w wodzie zaraz przed moimi oczami, czy rekinów które oglądałam z góry na ich "stacji czyszczenia". Bo tam właśnie z reguły nie szukają pożywienia, czyli nie będą agresywne, nie zaatakują. Wyluzowane wpływają w umówione miejsce, na tą właśnie stację, gdzie oskubywane są do czysta przez inne żyjątka żywiące się ich "brudem".

Na naszej przejażdżce łodzią widziałam wieloryby a delfiny w Monkey Mia, częściowo oswojone, podpływają o określonej porze dnia do brzegu i dają się pogłaskać.
Do tego psy dingo, które widziałam z okna samochodu.. Brrrr.. Z nimi nie miałabym ochoty się spotkać. I oczywiście strusie Emu, które na luzaka zatamowały "ruch drogowy" w Northampton przechadzając się po jej środku. Agresywne ptaszyska nie dały nawet podejść do siebie bliżej, goniąc mojego kolegę gdy próbował im strzelić piękną fotkę.
Tyle zwierząt w ich naturalnym środowisku!

Nie ma nawet co wspominać o kangurach. Kangury można spotkać już w Perth w samym mieście, na jego obrzeżach, w parkach czy na cmentarzach. Wyjeżdżając kawałek dalej w outback są wszędzie. Nie są niespotykanym zjawiskiem, nie są też szczególnie "chciane" traktowane jako szkodniki, których populację trzeba kontrolować.


Wycieczka niezapomniana, dobre towarzystwo i super atmosfera, ale najbardziej zapamiętałam z tego wszystkiego mój powrót.
Ponieważ wracając mieliśmy awarię naszego busika.
Stoimy sobie w trzydziestostopniowej gorączce na środku zakurzonej jezdni a ja myślę tylko o tym, że jutro mam lot powrotny do Polski i przekichałam sprawę nie zostawiając sobie kilku dni więcej na miejscu przed lotem powrotnym.

Udało się na lot zdążyłam, ale desperacji i beznadziei jaką czułam tam na środku pustkowia nie zapomnę.

Zapraszam na fotorelację:


Pinacles! Pierwszy nasz stop


kończy się asfalt zaczyna się dziki outback!


po drodze stop i oglądamy rybackie kutry i bawiące się dzieciaki
wild west! piach busz i łzy..szczęścia :)
hoho.. Basha pozuje na ściance

kanion czy coś takiego


i trochę więcej czerwonych skał

40 stopni i wszędzie muchy. Na szczęście ładne widoczki


był też takie atrakcje..
 
i skok do przepaści


łazimy, zwiedzamy

piękne klify

a na kolację langusta

dojechaliśmy do Monkey Mia

trochę palm, fajny klimacik

jedziemy dalej po piachu


mijamy stacje benzynowe co kilka godzin

3 kumple


można się nim było przyglądać z bliska

haaaalo kolego :)

Chwilę na shell beach gdzie nie ma piasku tylko małe białe muszelki


olbrzymia powierzchnia muszelkowej plaży

trochę też na łodzi

wypatrujemy wieloryby

to znaczy niektórzy wypatrują inni leżą


jest i ludzka piramida

kolejna okołomiasteczkowa plaża


ani jednej żywej duszy

idziemy teraz oglądać najstarsze organizmy na ziemi

oto i one...


tutaj jakaś szybka ryba na ząb

i kolejna samotna stacja benzynowa


znowu na łodzi tym razem będziemy pływać z mangustami



najpierw obserwujemy z daleka



do Exmouth coraz bliżej.. póki co mała mieścina o zmroku

i jej mieszkańcy

mama z dzieckiem

hotel też był nie najgorszy.. przy 40 stopniach basen jak najbardziej!

idziemy oglądać żółwie

i zachody słońca..ehh

pozujemy wszyscy do zdjęć


nasz nowy kolega

na farmie kangury jedzą mi z ręki

a tutaj maluszek

taki słodki, że można byłoby go zjeść...ekhm.. kangurze mięso jest faktycznie smaczne...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz