10.01.2016

Tajemnica długowieczności według dr. Ho

Chińska Klinika Ziół Nefrytowego Smoka pod Śnieżną Górą w Lijiang to miejsce w którym można zasięgnąć rady prawie stuletniego lekarza tradycyjnej medycyny chińskiej, szczycącego się światową sławą i przyjmującego pacjentów z całego świata - zielarza Dr. Ho.




Ja. Hipochondryk z zamiłowania, wielbiciel czekolady i szeroko pojętej zdrowej żywności musiałam koniecznie go poznać!

Dr. Ho czyli He Shixiu zamieszkujący niewielką wioskę Baisha w okolicy Lijiang położoną u podnóża Gór Śnieżnych, ciągnących się potężnym łańcuchem do Tybetu to okoliczna gwiazda. Urodzony w 1923 roku prymus i najlepszy uczeń Uniwersytetu w Nijiang obronił swoją pracę doktorską w 1949 roku i od tej pory przyjmuje pacjentów w swojej skromnej klinice. Sam jako młody student zapadł na ciężką chorobę a studia medyczne i zamiłowanie do tradycyjnej chińskiej medycyny pozwoliły mu w krótkim czasie ją pokonać. Wdzięczny przez wiele lat swojej działalności pomagał potrzebującym pacjentom i udzielał porad medycznych bez wynagrodzenia.
Jego popularność wynika również z fakty, że pomógł już tak wielu ludziom z całego świata, dlatego też napisano o nim wiele artykułów a sam wystąpił w przeróżnych programach telewizyjnych. Szacuje się, że z jego usług skorzystało już ponad 300 tysięcy pacjentów z około 100 krajów a sam Dr. Ho włada kilkoma językami.
I jak tu nie chcieć poznać tej gwiazdy rocka wśród lekarzy??

Z Lijiang stosunkowo łatwo (oczywiście teoretycznie) dostać się do niewielkiej rodzinnej wioski Dr. Ho. Wystarczy tylko wsiąść w lokalny autobus i zakomunikować kierowcy dokąd się wybieramy. Po około pół godziny drogi zostaniemy wyrzuceni na drodze wjazdowej do wioski.

Czekając na transport i próbując rozszyfrować rozkład jazdy oraz odpowiednią stronę drogi natknęłam się na dziewczynę, która trochę mówiła po angielsku. Dzięki Bogu! I chociaż sama była turystką i o wiosce nic nie słyszała (wśród chińskich turystów nie jest ona szczególnie popularna). Wyciągnęła swojego nowego Huiwai'a i już wiedziałyśmy jak jechać. Mimo, że sama wybierała się w inne miejsce z chęcią się do mnie przyłączyła robiąc nam po drodze setki wspólnych zdjęć. Chyba jazda z białym gdziekolwiek była dla niej atrakcją samą w sobie. Poza tym dziewczyna (której imienia nie pamiętam) za wszelką cenę nie chciała podróżować sama i z ulgą przyłączyła się do mnie, dziwiąc się jak ja w ogóle  przez kilka miesięcy mogłam się tułać po Chinach samemu. Chińczycy w grupie jedzą, uczą się, mieszkają, podróżują, więc podróżowanie w pojedynkę jest czymś nietypowym. I tym sposobem przez kilka następnych dni miałam swojego chińskiego tłumacza i towarzysza podróży.


wioska Baisha jest niczego sobie

-Kliniki Ziół Nefrytowego Smoka pod Śnieżną Górą nie da się przeoczyć!
I tak zataczamy już kolejne kółko po wiosce mimo, że słyszymy to od każdego zapytanego mieszkańca. W końcu trafiamy, faktycznie jest! Niepozorny domek z niewielkim znakiem i mnóstwem obramowanych wycinków z wielojęzycznych gazet na ścianach. Skradamy się do otwartego na oścież pomieszczenia a tam wycinków z czasopism, gazet, nagród, i wizytówek pełny pokój, który przypomina nieco muzeum. Oszklone lady a pod nimi zakurzone pamiątki, mnóstwo zeszytów, stare flagi. Przyglądam się starym zdjęciom przez chwilę a moim oczom ukazuje się uśmiechnięty staruszek w przybrudzonym białym fartuchu i czapce opierający się o framugę drzwi. -Welcome! Where are you from?-
Trochę zawstydzona zaczynam rozmowę i przedstawiam się, mówię że z Polski, ale mieszkam w Niemczech. On ze zrozumieniem kiwa głową uśmiecha się, podchodzi do kupki zakurzonych gazet i szuka czegoś wytrwale.
-Poland, Poland...Ich zeige dir was- Zaczyna po niemiecku z niezwykle uroczym akcentem.. Osłupiałam.. Staruszek wygrzebał kilka poplamionych artykułów i zadowolony pokazuje mi mówiąc, że byli u niego polscy dziennikarze. Do artukułu załączony list z podziękowaniami i jego angielskim tłumaczeniem.
Przeglądam szybko a Dr. Ho wyciąga zza lady wielki zeszyt i tłumaczy ile setek zagranicznych turystów było już w jego klinice. Sam zeszyt zawiera tylko podziękowania od Polaków i kilku Słowaków może.. Każdy zeszyt inna nacja.. Pomyślałam.. Nieźle.

Chodzę sobie z moją niewzruszoną towarzyszką po zagraconym pokoju jeszcze chwilę a do pomieszczenia wchodzi pierwszy pacjent. Dr. Ho ignoruje mnie sadza pacjenta i rozmawia z nim chwilę. Elegancko ubrany Chińczyk tłumaczy lekarzowi jakie ma dolegliwości. Moja Chinka próbuje tłumaczyć, ale nie do końca zrozumiałam. Chyba problemy z krzyżem.
Ponoć Dr. Ho leczy większość chorób i dolegliwości mieszanką swoich własnoręcznie zbieranych ziół.
Pacjent wyszedł zadowolony, zostawiając niemałą kwotę za otrzymane zioła. Dr. Ho zgrabnie wsunał seteczki yuanów do kieszeni i uśmiecha się do mnie.
Podchodzi i po raz kolejny recytuje:
-Uśmiech i szczęście to najlepsze lekarstwo. Bądź szczęśliwa-
Pomyślałam że teraz moja kolej i siadam na krześle naprzeciwko. Chcę wiedzieć wszystko. Pytam o jego rodzinę, historię, czym leczy i co ze mną nie tak.. Nie wiem czy mnie rozumie. Dr. Ho uśmiecha się wyciąga ulotkę i jeszcze raz powtarza -Uśmiech i szczęscie to najlepsze lekarstwo-
Nie kapuje?
W końcu przygląda mi się dłużej i stwierdza -Nie jedz mięsa, twoja wątroba jest ociężała, wypadają ci włosy. Jedz zieleninę i ćwicz. Uśmiechaj się! To najlepsze lekarstwo. Ja sam jem rośliny, żadnego mięsa, świeże. - Mówi też coś o odwiedzających go pacjentach. Powtarza się. Może jego umysł nie jest już taki świeży jak kiedyś.
Robi mi się trochę smutno. Dr. Ho wychodzi do innego pomieszczenia i po chwili wraca ze zwiniętą w szary papier paczuszką.
Proszę, mówi. -łit hot łote-
Aaaa -with hot water?-
Trzy razy dziennie zalewać gorącą wodą. A na głowę dostałam inny specyfik.
-łit łat łaj-
Aaaa -with white wine?-
Z białym winem czyli ichniejszym alkoholem wysokoprocentowym, który w niczym wina nie przypomina, ale po angielsku mówi się "białe wino" i tak już zostało.

Dr. Ho we własnej osobie. Sporządza notatki z wizyty lekarskiej

Chińska Klinika Ziół Nefrytowego Smoka pod Śnieżną Górą w Lijiang

wejście do kliniki dr. Ho. "The most admired man"

babie pogaduchy przed sklepem
mieszkanki wioski przynależące do mniejszości narodowej Naxi
Ulotka z "przepisem" na zdrowe życie i adresem kliniki

urocze wiejskie uliczki
lokalne stoisko z pamiątkami
Bogatsza o niezidentyfikowane ziołowe proszki na poprawienie stanu skóry głowy i ogólnego zdrowia pożegnałam się i wyszłam.
Nie dobrałam się do nich jeszcze mimo, że trochę minęło już od mojego powrotu. Przekraczając granice państw w Azji modliłam się tylko -Niech nikt nie interesuje się moimi proszkami!! - I nikt się nie zainteresował. Na dzień dzisiejszy za dużo jem czekolady żeby przeprowadzić moją kurację. Proszki czekają na lepsze dni. Boje się, że czekolada może ich efekt zniwelować :)
Mimo wszystko cieszę się, że poznałam tego uśmiechniętego uroczego staruszka, światową gwiazdę rocka wśród tradycyjnych chińskich medyków.
Dzięki niemu wiem, że uśmiech to lekarstwo na długowieczność.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz