Dlaczego na chińskich drogach codziennie trzeba walczyć o życie? A no dlatego, że Chińczycy są bardzo nieprzewidywalnymi kierowcami. Trudno wyobrazić sobie inne miejsce na świecie gdzie tak źli kierowcy czerpią tak ogromną radość z prowadzenia samochodów.
 |
| Drogi, dróżki. Korki, koreczki. |
 |
| Pan dosiada pewnie trójkołowiec i wygląda na nim zabójczo, niczym chińska wersja Terminatora. |
Na drogach ciężko odnaleźć się komuś przyzwyczajonemu do przestrzegania zasad ruchu drogowego (powiedzmy z grubsza), lub komuś kto nie jest w stanie przystosować się do tego szalonego ulicznego chaosu.
Będąc w niektórych zakątkach Azji wydawać by się mogło, że w owym chaosie można się odnaleźć. Pulsujące życiem drogi zdają się rządzić własnym życiem a każdy uczestnik ruchu drogowego zna swoje miejsce w szeregu. Może na pierwszy rzut oka tak właśnie się wydawać, lecz nie każdy wypadek czy stłuczka jest faktycznie rejestrowana.
Rzeczywista liczba
zgonów w wypadkach samochodowych jest znacznie wyższa niż sugerują to dane Chińskiego Urzędu Statystycznego. Przekłamane statystyki policyjne wykazywały aż 28% spadek zgonów w wyniku wypadków drogowych, choć w rzeczywistości ilość zgonów na drogach ciągle rośnie (
1).
Sama przebywając w Chinach w tym stosunkowo krótkim okresie czasu byłam świadkiem dwóch poważniejszych wypadków (unieruchomiony kierowca skutera leżący na ulicy, potrącony pieszy) i kilku drobnych stłuczek. Zwłaszcza przy stłuczkach fascynowało mnie to, że poszkodowany ze stoickim spokojem kierował się dalej w swoją stronę nie oceniając strat pojazdu i z nikim nie dyskutując. Sama też o mały włos nie byłam ofiarą wypadku samochodowego i za każdym razem poruszając się komunikacją publiczną czułam wzrost adrenaliny porównywalny do skoku na bungee.
 |
| Stare i nowe. |
Nowe drogi
Chiny to kraj niedoświadczonych kierowców z czego większość porusza
się po nowo wybudowanych drogach i miastach. Dlatego też częstotliwość
wypadków samochodowych jest dwukrotnie większa niż w Ameryce pomimo
tego, że w Chinach ilość samochodów jest równa 1/5 liczby pojazdów w
Ameryce (a raczej była, dane z
2001 roku).
Potęga ekonomiczna rozwijająca się w tak szybkim tempie musiała też poradzić sobie z olbrzymim przyrostem liczby samochodów inwestując w infrastrukturę. Niestety nowa sieć dróg nie koniecznie była dobrze zaplanowana. Z nieznanych przyczyn chińskim "specjalistom" projektującym wielopasmowe autostrady zdarzały się pewne wpadki.
- Geniusze infrastruktury miejskiej na jednym ze skrzyżowań drogowych po prawej stronie umieścili pas do skrętu w lewo. Kierowca skręcający w lewo musiał tym samym przeciąć 4 inne pasy.
- Pewne małżeństwo nie zgodziło się na oferowane przez władze pieniądze w zamian za wyburzenie ich domu znajdującego się na trasie przyszłej autostrady. Nie mając czasu na dalsze negocjacje wybudowano swojego rodzaju rondo wokół domu rodzinnego mieszczącego się już bezpośrednio NA autostradzie.
Podejrzewam, że zagłębiając się w temat kuriozalne przykłady miejskiego planowania można mnożyć.
 |
| -Nie chcą sprzedać Panie Kierowniku! - Nie ma czasu. Budujemy dalej! |
|
|
|
|
|
Każdy dostanie prawko
Jak kiedyś trafnie sformułowano typowy chiński kierowca zachowuje się trochę jak agresywna emerytowana kobiet z wadą wzroku podczas nauki jazdy, w sposób nagminny nadużywająca klaksonu.
Kierowcy chińscy mistrzami kierownicy nie są. Po pierwsze są nowicjuszami, kierowcami w pierwszym pokoleniu, co znaczy, że może ich dzieci będą lepsze. Po drugie w związku z poprawieniem warunków życiowych, większość stać jest teraz na samochód, nie każdy jednak ma prawo jazdy a samo jego zdobycie nie jest wielkim osiągnięciem. To i kilka innych czynników kulturowych przyczynia się do ich zachowań na drodze.
Chińczycy dopiero co przesiedli się z rowerów, część ich drogowego języka można tłumaczyć czerpaniem wzorców zachowań z ruchu pieszych. I tak ponieważ są bardzo socjalni, trzymają się grupy, też samochodem nie zachowują odstępów a z "języka ciała" pojazdu można odczytać w którym kierunku właśnie zmierzają. Kierowca nie sygnalizuje chęci skrętu kierunkowskazem, zjeżdżanie na konkretny pas to sygnalizuje. Migacze czy lusterka to trochę taki niepotrzebny gadżet. Z moich obserwacji wynika także, że kierowcy jadą bardziej na wyczucie, sami też obracają ciało nie używając lusterek bocznych.
 |
| Nowe dwupasmówki i kolorowe pojazdy. |
Nie kierują się żadnymi zasadami ruchu drogowego podczas
wyprzedzania. Czy raczej zachowują się przeciwnie do narzuconych zasad. Wyprzedzają prawie wyłącznie na zakrętach i pod górkę. Mają wiele obaw jeśli chodzi o wyprzedzanie na prostej, zwłaszcza gdy widzą nadjeżdżający z naprzeciwka samochód. Nie ważne, że samochód znajduje się w takiej odległości, że bezpiecznie dałoby się wykonać ten manewr. Widok samochodu przy dobrej widoczności ich paraliżuje, za to w niczym nie przeszkadza wyprzedzanie w tunelu czy agresywnie przed bramkami na autostradzie.
Potrafią oni też doskonale improwizować, jadąc pod prąd (bo tak wygodniej, zwłaszcza przy ostrym zakręcie), zawracając na autostradzie lub zmieniając chodnik w dodatkowy pas. Nikt nawet nie mrugnie okiem, ewentualnie zasygnalizuje klaksonem: "widzę cię, też mnie zauważ!".
 |
| Koniem, busem, na nogach.. |
Niech będzie głośno!
Komunikacja między kierowcami jet niezwykle żywa i głośna. Opanowali oni swojego rodzaju język, równie skomplikowany co ich własny, który pomaga bezpiecznie dojechać do celu. Dzięki niemu można też dać upust swojej frustracji, nudzie, zakomunikować o bliskiej odległości innego pojazdu, czy przegonić pieszego z drogi. Z tym ostatnim nie jest już tak łatwo, bo gdy nieustannie słyszy się klakson, po pewnym czasie nie reaguje się na niego tak gwałtownie, albo wcale. Klakson przestaje pełnić wtedy swoją funkcję i już tylko wnerwia. A wnerwia głównie obcokrajowców bo podejrzewam, że każdy przyzwyczajony jest już do huku, przyjmuje go za coś naturalnego. Ponieważ dużo podróżowałam po górzystych terenach, klakson okazuje się być zbawiennym i ratującym życie sygnałem dla kierowców pnących się po zawiłych górzystych drogach. Wjeżdżając w ostry zakręt i tym samym oczywiście na przeciwny pas ruchu (wskazane jest jechać jak najszybciej, to jasne) dźwiękowo sygnalizuje się innym o wykonywanym manewrze. Najlepiej już w samym trakcie jego wykonywania.

Niech stanie się światło!
Do niedawna włączanie świateł w nocy, czy o zmierzchu nie było obowiązkowe. Nawet po tym jak obowiązkiem się stało nie każdy tego przestrzegał. Do teraz kierowcy bardzo lubią jechać "na czuja" gdy zachodzi słońce a światła włączają jak już zapada ciemna noc. Światła też idealnie nadają się do tego, żeby np. zasygnalizować skręt, czyli świecić tzw. "długimi" w górach na zakręcie po to, żeby bezpiecznie wykonać ten manewr. Zrozumiałe. Miganie długimi, jazda na długich, jazda bez świateł w nocy, czyli coś czemu nie trzeba się dziwić. Najdziwniejszym byłoby jechać po zmroku na najzwyklejszych światłach mijania.
 |
| Wyścigi tirów na lodzie. |
 |
| Zwierzyna na drogach. |
 |
| Wśród natury. |
 |
| Człowieczych wymysłów. |
 |
| Dzięki, że wytrwaliście w czytaniu tego posta. Za to kot na koniec. |
Mój system prowadzenia pojazdów mechanicznych jesy podobny, czuł bym się na chińskich drogach jak ryba. Lubie otrąbić i uważam, że to nieoceniony sygnał bezpieczeństwa. Informujący otoczenie, zwłaszcza pieszych o zbliżającym się niedzielnym kierowcy.
OdpowiedzUsuńZgadzam się! Gorzej gdy wszyscy próbują coś sygnalizować w tym samym czasie.. także tylko po to żeby zwrócić na siebie uwagę "ej jestem w korku i się nie mogę ruszyć". Sygnał ten wtedy traci już swoją funkcję..
UsuńWow, co za ekstremalne warunki. Dom na środku autostrady?! WTF
OdpowiedzUsuńLokatorzy nie wyrazili zgody na eksmisję i lipa. Chociaż z tego co kojarzę obydwie strony konfliktu doszły do porozumienia i dom zburzono.
UsuńWow to w Irlandii wydaje się być o 180 stopni inaczej, przynajmniej z moich obserwacji, nikt tu się nie spieszy, panuje raczej kultura na drogach.
OdpowiedzUsuńTo co doświadczyłam na chińskich drogach czy w ogóle w Azji kulturą na drogach nazwać nie mozna :( Będąc pieszym jesteś po prostu słaby, walczysz o życie ;)
Usuńbyłam teraz na Malcie matko…kierowcy to też istna porażka !
OdpowiedzUsuńflawlessbananaa.blogspot.com
we Włoszech też jest nieciekawie..
UsuńO rany przerażające! Jestem teraz w trakcie robienia prawka i na razie jeszcze boję się jeździć nawet po naszych drogach! Coś czuję, że w Chinach w trymiga spowodowałabym parę wypadków :(
OdpowiedzUsuńJa jestem niedzielnym kierowcą i też nie ważyłabym się zapuszczać na chińskie drogi..
UsuńJa nie mam prawka, ale nawet gdybym miała to po tym co przeczytałam nie odważyłabym się tam prowadzić samochodu. A zdjęcie domu na środku autostrady robi wrażenie ;-)
UsuńNie chciałabym jechać tam samochodem. tam chyba nawet strach wziąć taksówkę. Czytałam jeszcze o tym w jaki sposób policja próbuje sobie radzić z piratami drogowymi. Ciało kierowcy po wypadku długo nie jest sprzątane z jezdni, aby gapie mogli nasycić się jego widokiem. Trochę abstrakcyjny pomysł (i drastyczny!). Czy, rzeczywiście tak jest?
OdpowiedzUsuńNie spotkałam się z czymś takim, trudno mi powiedzieć.. Widziałam osobę leżącą na jezdni, ale po pierwsze wyglądała na żywą a po drugie dopiero co doszło do wypadku i chyba nikt nie zdążył jeszcze zareagować. Na miejscu była policji i podejrzewam, że czekano dopiero na karetkę.. Często natomiast spotykałam się z niesprzątniętymi szkieletami samochodów po wypadkach ustawionych w pobliżu drogi, raz widziałam spłaszczony samochód z drogi nie sprzątnięty (w górach, nie było nawet pobocza).. może to ma przestrzegać kierowców ?
UsuńNieźle! Bardzo ciekawy artykuł :) aż przypominam sobie kierowców w Kairze, w Egipcie. Podoba mi się Twoje spostrzeżenie że to wszystko dlatego, że to kierowcy w pierwszym pokoleniu i byli rowerzyści :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
szaleńcy z Kairu.. pamiętam o_0
UsuńNowe przemyślenie - dom na środku autostrady to świetny pomysł: 1) brak problemów z dojazdem 2) Spóźniony powrót do domu ma świetne wytłumaczenie -Stałem w korku !
OdpowiedzUsuń3) łatwa lokalizacja -Tak. Mieszkam NA autostradzie 4) Szybka dostawa zamówień -Pizza już przyjechała. Otworzysz? - Tak szybko??
Usuń