15.08.2015

Pekin krok po kroku CZ.1, Zakazane Miasto i Plac Tiananmen

Dosyć nudzenia o smogu czy upodobaniach chińskich turystów do nieustannego dokumentowania rzeczywistości. Wypadałoby opisać w końcu jak za zwiedzanie Pekinu się zabrałam i jak radziłam sobie z barierą językową i syberyjskim mrozem. 




Jak już wcześniej wspominałam samo poruszani się po mieście nie jest trudne. W miejscach turystycznych, na dworcach czy stacjach metra chińskie symbole na oznakowaniach są rozszyfrowane i z ulgą wszędzie odnaleźć można język angielski.
Także podróż metrem jest dziecinnie prosta i o ile osobnik-przyszły turysta posiada jakąkolwiek podstawową umiejętność orientacji w terenie, da rade!
Z komunikacją międzyludzką czyli przykładowo prostym pytaniem o drogę, czy zamówieniem posiłku jest trochę trudniej.
Jednak wystarczy być odpowiednio przygotowanym:
  • mapa metra, 
  • mapa offline na komórce (polecam Appa Galileo)
  • podstawowe zwroty napisane na kartce (nie jem mięsa, nie jem kota)  ;)
  • adres hotelu po mandaryńsku (koniecznie dla taksówkarza, lub po prostu dla tych którzy po angielsku czytań nie potrafią).

Przy wejściu do każdej stacji metra, dworca autobusowego czy kolejowego, socjeta podlega kontroli bezpieczeństwa i każdy bagaż rzucony na taśmę musi zostać przeskanowany (jak na lotnisku) a butelki z płynami sprawdzone na obecność czegoś tam groźnego. Co później było dla mnie rutyną, początkowo irytowało i szokowało, chociaż działało nad wyraz sprawnie.
No może nie licząc godzin szczytu i kłębiących się tłumów rzucających z rozmachem swoje dobytki na taśmę. Kilka razy nie rzuciłam: gdy urzędniczka drzemała przed monitorem, lub po prostu miałam ciężki bagaż i wycia wielkiego nie było. Białemu czasem pozwala się na wyskoki.





Wracając do podróży, ja, wyposażona w plan metra, który zdobyć można na praktycznie każdej stacji i mglisty plan wyprawy rozpoczęłam zwiedzanie od Placu Tiananmen Square. Ekstatycznie napawałam się widokiem największego publicznego placu na świecie, który wielokrotnie widziałam w telewizji, na zdjęciach, o którym wiele czytałam. Centrum chińskiego wszechświata nieustannie monitorowane przez policję robi wrażenie, na samą myśl o milionowych paradach organizowanych w celu pokazania wielkości Partii Komunistycznej dostaje się ciarki na plecach.

A może to ten mróz? Ciężko z nim walczyć, zwłaszcza gdy odmarzają już palce u stóp, ale dwie warstwy gaci i ocieplające plastry dostępne w praktycznie każdym sklepie są jak najbardziej wskazane.



Chiny, Pekin. Plac Tiananmen. Zmiana warty.

Chiny, Pekin. Plac Tiananmen. Widok na Mauzoleum Mao
 


Atmosfera ciągłego obserwowania, obecność policji i brak jakichkolwiek ławek do siedzenie nie umożliwia raczej swobodnego "chillowania".

Po przejściu przez plac snułam się dalej w stronę następnego TOP 5 w Pekinie a raczej w samych Chinach czyli Zakazanego Miasta, największego i najlepiej zachowanego zbioru antycznych budowli. Do niego dostaniemy się spacerkiem od placu kierując się do południowej części kompleksu pałacowego tzw. Meridian Gate (Wstęp: 40 juanów).

Właściwie każdy placyk, świątynia czy budyneczek koło którego będziemy przechodzić ma powalającą poetycką nazwę (przykładowo: Brama Najwyższej Harmonii, Pałac Niebiańskiej Czystości) i wspaniałą historię o której więcej dowiedzieć można się przygotowując się zawczasu czy kupując przewodnik. Generalnie jednak warto przynajmniej pobieżnie przespacerować się zarówno po wschodniej jak i zachodniej części miasta oraz dotrzeć do Ogrodów Cesarskich. Oto jak przewodnik Lonely Planet proponuje rozplanować sobie naszą wycieczkę. Należy oczywiście pamiętać, że sam kompleks składa się z około 1000 budynków i zajmuje powierzchnię większą niż nowojorski Manhattan, więc będzie to nie byle jaki spacerek.


Kierując się od Meridian Gate przez Bramę Najwyższej Harmonii do 1-Galerii Ceramicznej do 2-Pawilonu Najwyższej Harmonii 3-Pawilonu Średniej Chwały (?) itd przez 9-Ogród Cesarski do 13-Pałacu Niebiańskiej Czystości










W zależności od tempa czy poziomu zainteresowania tematem na zwiedzanie Zakazanego Miasta można przeznaczyć od kilku godzin po kilka dni. Ja, przemieszczająca się stosunkowo szybko byłam w stanie poświęcić na ten jeden z największych systemów pałacowych świata całe popołudnie. Mróz i słaba widoczność trochę skróciły mój wypad do tego obowiązkowego punktu wycieczki. Mimo wszystko względne pustki (jak widać na załączonych zdjęciach) i niezwykłość miejsca spowodowały, że jest to jeden z moich niezapomnianych momentów w Chinach.

11 komentarzy:

  1. Fantastyczne zdjęcia!
    Sama chciałabym odwiedzić kiedyś któryś z azjatyckich krajów, a Ty zachęcasz mnie do tego jeszcze bardziej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Azja to zdecydowanie "moje klimaty" i polecam każdemu, też początkującemu podróżnikowi, zwłaszcza Azję południowo-wschodnią.

      Usuń
  2. Wiele można się od Ciebie dowiedzieć na pewno jeszcze tutaj zajrzę zwłaszcza że uwielbiam Azję pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Azji będzie jeszcze duuużo. Zaczynamy od Chin. Jeśli interesuje Cię ten zakątek świata serdecznie zapraszam!

      Usuń
  3. interesujące miejsce, ale ja tam się trochę boję takich własnie miejsc, jednak zdjęcia świetne :)

    http://triviaaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam Pekin, Hong Kong czy Szanghaj to bardzo przyjazne dla turystów miejsca, nie ma się czego bać!

      Usuń
  4. Wow! Zawsze mnie szokuje jak ktoś z Polski mieszka w takim kraju jak Chiny. :D
    Osobiście bym się trochę bała, ale to dlatego, że nie znam ich zwyczajów, języka...
    Pisz dalej, bo chętnie jeszcze tu wrócę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się robi! Na razie Chiny, potem Filipiny. Zapraszam :*

      Usuń
  5. Pekin, patrząc z tej perspektywy,nie jest zachęcający...takie ponure...ciekawe jak w realu się go widzi :) piękniejszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość chińskich miast jest faktycznie ponura. Dzikie komunistyczne przygnębiające twory. Pekin ma przynajmniej coś do zaoferowania. Ogólnie polecam!

      Usuń
  6. O kurcze, ta pogoda dodała tajemniczości zdjęciom! Aż przeszedł mnie dreszcz :)

    OdpowiedzUsuń