22.02.2016

Magia 4 tysięcy wysp w Laosie

Si Phan Don czyli po prostu 4 tysiące wysp to niezwykłe miejsce na południu Laosu przy granicy z Kambodżą. Wypoczynek w stolicy hamaków, gdzie puls namacalnie spada a Mekong przybiera kolor turkusowy.





Czarujący archipelag wysepek na czterotysięcznym odcinku rzeki Mekong to najlepsze miejsce dla szukających spokoju. Rzeka przepływa przez tysiące miniaturowych wysepek usypanych z piasku, porośniętych trzciną cukrową w przecudownym intensywnie zielonym kolorze.
Przyjeżdża się tam po to żeby powylegiwać się na hamaku, pojeździć na rowerze, popływać kajakiem i fotografować okolice w tym cudowne wodospady i słodkowodne delfiny. Poza wymienionymi, nie ma tam szczególnie dużo atrakcji, można tam znaleźć wyciszenie, trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać.

Do wyboru mam trzy większe wyspy na każdej bungalowy i pokoiki w przestępnych cenach: Don Khon, Don Det i Don Khong. Ta pierwsza to najlepszy wybór jeśli nie zależy ci na towarzystwie, imprezach i chcesz poczuć klimat okolicy. Jeśli do końca nie możesz się zdecydować zawsze możesz obczaić obie i porównać. Don Khon i Don Det łączy 1,5 kilometrowy most zbudowany przez francuzów za czasów kolonialnych, dzięki czemu możemy spokojnie rowerem eksplorować też tą drugą wysepkę. A jeśli zależy ci na całym pakiecie to do Don Khongu czyli największej i najbardziej idyllicznej dostaniemy się tylko łodzią. W zależności od tego czy jedziemy do barów i na party (Don Det) czy potrzebujemy wypoczynku po takich libacjach w Don Khon wszystkie atrakcje obydwu wysepek obejrzymy wynajmując rowerek oferowany w KAŻDYM domku gościnnym za jakieś 5 zł na dzień. Don Det jest zdecydowanie bardziej tłoczny ze względu na bliskość miejsca odpływania promów (Ban Hua Det) i mnogość noclegowni. Tam też hipisi na bani przechadzają się w bikini po wyspie, do czego lokalni pewnie musieli się przyzwyczaić (w Laosie nie powinno się paradować w samym bikini, lokalni tego nie akceptują) i jest głośno. Zdecydowanie nie moje klimaty.


Don Khon.

Rybacy leniwie rozkładają swoje sieci na słońcu, bawoły wodne przechadzają się po polach ryżowych a dzieciaki grają w piłkę na bosaka. Jest cicho i autentycznie. Kilka przyjemnych domków gościnnych można tutaj znaleźć na głównej "ulicy" zaraz po opuszczeniu łódki. Na Don Khon znajduje się też wodospad Tat Somphamit (Li Phi Falls) który zdecydowanie warto zobaczyć! Za uiszczeniem drobnej opłaty (ok. 12 zeta) nabywa się bilecik, który umożliwia nam wejście na teren sieci rwących wodospadów, których nazwa po przetłumaczeniu oznacza tyle co: uwięziony duch. Po tym jak zapchaliśmy już naszą kartę pamięci serią fotek nieujarzmionej wody 4 tysięcy wysp, można wybrać się na niewielką plażę i poopalać nad kanałem rwącej rzeki.
Jeśli wodospady, jedna z głównych atrakcji w okolicy, odwiedzamy od strony wyspy Don Det należy uiścić opłatę za przekroczenie mostu, też 12 zł. Opłata ta zawiera w sobie również wstęp na wodospady. Nie dajcie się oszukać i nie płaćcie dwa razy. Cwane Laończyki (?) ... Sprytni mieszkańcy Laosu już długo przed mostem machali i gestykulowali z całych sił dając do zrozumienia, że koniecznie muszę się zatrzymać i zapłacić za przeprawę. Ja nie miałam zamiaru przejechać na drugą wyspę ponieważ byłam już na Don Khonie. Trzeba im wtedy wyjaśnić, że przez most się na razie nie ma zamiaru przejeżdżać tylko jedzie się do wodospadów. Ze smutkiem spuszczą głowy, ale puszczą.

Ponieważ ja słodkowodne zagrożone wyginięciem delfiny Mekongu widziałam już w Kambodży nie pokusiłam się na wyprawę kajakami do spotów gdzie można je zaobserwować. Są to głównie miejsca praktycznie na granicy z Kambodża na południe od Don Khon. Wiem, że można i że to fajne przeżycie. Można dopłynąć tam też łodzią, która mieści 3 osoby i kosztuje około 30 zł. Za kajaki wychodzi trochę więcej bo cały dzień z przewodnikiem to jakieś 90 zł. Chyba, że chce się po prostu wiosłować samemu gdzie popadnie (25zł). Mamy kasę, to możemy wybrać się też na inne wycieczki: oglądanie ptaków, zachody słońca na kajaku, wschody słońca z kajakiem, oglądanie delfinów na łodzi, bez łodzi, koło łodzi. Oglądanie jakiejś starej francuskiej lokomotywy.. Czego dusza zapragnie.

Nie mamy kasy... mamy problem bo nie ma bankomatów na wyspach, najbliższy w Ban Nakasang.
Nie mamy kasy... to idziemy na rower... jak Basha


Jak się dostać do 4 tysięcy wysp.

Jedziemy sobie busem do Ban Nakasang, niewielkiej wioski z której dostaniemy się na interesujące nas wysepki. Tam idziemy do przystani a lokalni widząc spoconego z bagażem pomogą i wprowadzą na odpowiednią łódkę (średnio 10-15 zł za przepłynięcie). W zależności od tego czy jedziemy z Północy Laosu (Pakse-35zł) czy z Południa Kambodży (Stung Treng-ok.15$) cena za busa może się różnić. Busa nie trudno zabukować w naszych noclegowniach. Większość hostelów/hotelów współpracuje z przewoźnikami i zamawiają nam busa pod same drzwi hotelu.


Basha na rowerze.

Ambitne plany zwiedzenia dwóch wysepek na własną rękę okazały się drogą przez mękę. Mój upór i wytrwałość pozwoliły mi przejechać zamierzoną trasę i przeżyć.. tylko z kilkoma zadrapaniami na łokciu i kolanach oraz rozdartymi gaciami.
Muszę tylko wyjaśnić, że to co na mapie wygląda bardzo sympatycznie okazuje się nie do przebrnięcia na rowerze, który kilkadziesiąt lat temu przeżywał swoje najlepsze czasy. Ryzyko, że łańcuch ci spadnie albo opona pęknie jest duże a przeprawa przez piasek czy środek lasu to żaden fun z takimi gratami jakie oferują do jazdy.
Poza tym mosty nie istnieją a lokalni patrzą się na ciebie jak na szaleńca widząc gdzie i na czym zmierzasz.
Na całe szczęście nie złapałam flaka na środku niczego i nie musiałam wracać godzinami spacerem do najbliższej
Ale wybierając się na rower pamiętajcie: Te fajne żółte pasy oznaczające drogi czy ścieżki na mapie to nie drogi i żadne ścieżki... to piach i środek lasu gdzie nawet nie wiesz czy na drodze się znajdujesz.. GPS wskazany ;) A mosty które po jakiejś ulewie sprzed 2 lat się zawaliły, nie będą w najbliższym czasie naprawione i kropka.

To zapraszam do zdjęć!


trasa robi się coraz bardziej wymagająca..
mini wysepki chyba nie zaliczające się do pozostałych 4000.

rower hipstera z koszykiem - obowiązkowo! i dzwonkiem. Na wypadek gdyby muł zaszedł mi drogę..
dzieciaki wyspy

dziewczynka nad Mekongiem

opuszczone rybackie łodzie.. dziś chyba za gorąco
chaty na palach i łódki - wyspiarski krajobraz



ścieżka rowerowa pełna zaskoczeń
widok na przeciwległą wyspę Don Det

mosty i wodospady są wszędzie

palm też nie brakuje

rybacy mają wolne
relaksują się w cieniu na kocyku

panorama rwącej rzeki

niebezpiecznej rwącej rzeki

Mama muł i mały muł też są wkurzeni bo nie mogą się przeprawić przez mostek


plaża przyrzeczna

a tu mój skromny bungalowek na rzece

Li Phi Falls

Li Phi Falls ciągną się przez cały horyzon


są piękne, robią wrażenie

niebezpieczna strefa





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz