16.02.2016

Opowieści o tajemniczym szejku z Dubaju.

Często przychodzi taki moment w podróży, w którym postanawia się postawić wszystko na jedną kartę i zaryzykować. Ludziom trzeba ufać! Będzie dobrze! Stłumić w sobie wszystkie te głosy w twojej głowie które od lat kształtowały w tobie ostrożność i iść na całość....

To nie był ten moment....




Szejk z Dubaju: 


Sobotnie popołudnie, w końcu zasłużony wypoczynek po ciężkim tygodniu pracy. To dzień w którym szejk może przewieść się po mieście do Shopping Mallu i kupić sobie kolejny złoty zegarek czy robić inne ciekawe rzeczy, które to normalnie się w weekend robi będąc szejkiem.
Pomiędzy zakupem kolejnych pozłacanych przedmiotów gospodarstwa domowego a jazdą na nartach w jednym z sztucznych stoków narciarskich nabiera go głód. 
Zatrzymuje się w chińskiej restauracji obraca się do tyłu a tam turystka. 
Blondynka wypija całą szklankę wody i widocznie zmęczona toczy bitwę z ogromną porcja ostrych krewete.
- Co ta blondyna tu robi sama? Dlaczego zamówiła ostre żarcie z którym najwyraźniej nie potrafi sobie poradzić?
Znudzony postanawia zagadać..


Basha:

 

Zadowolona Basha kupuje bilet do Australii. Kurcze jeszcze 3 tygodnie do planowanego wylotu. Poci się z nerwów na widok buforujacej wyszukiwarki lotów. Ufff.
Jest względnie tanio z przesiadką w Dubaju liniami Emirates.

W Basi wyobraźni już wtedy kiełkuje pomysł. Żłobi tak głęboko jej myśli że nie potrafi oprzeć się pokusie i skorzystaniu z tej okazji.
A więc stop w Dubaju. Niech będzie. Dwie pieczenie na jednym ogniu. 
W drodze powrotnej może zatrzymać się tam na kilka dni bez konieczności kupowania dwóch biletów lotniczych. Z kilku godzin przesiadki można łatwo bez większych dodatkowych opłat zrobić np. 4 dni. Emiraty Arabskie zachęcają tym sposobem turystów do odwiedzenia tego „bajkowego” miejsca.

Dokładnie po roku w drodze powrotnej do Polski:
Basha podekscytowany stawia pierwsze kroki w Emiratach. Zmęczona ciągłym napastującym wzrokiem mężczyzn i cmokaniem oznaczającym jedno:
w życiu baby nie widzieli. Wchodzi podirytowana do restauracji a jakże by inaczej.. chińskiej.. i zamawia krewetki w wasabi. Kelner uprzejmie informuje, że danie faktycznie jest bardzo pikantne i z politowaniem patrzy na Bashe która dumnie odpowiada, że jej to nie przeszkadza.
Kelner milcząco pokazuje na puste miejsce przy stoliku. Po chwili przynosi krewetki.
Pierwszy kęs.. Bashi podniebienie staje w płomieniach. Kubki smakowe odmawiają posłuszeństwa. Nie ma smaku, pozostał tylko ogień.
Nagle przez ramię zagląda Bashi do talerza niezidentyfikowany lokalny.. pozawijany w arafatkę jakby na zewnątrz wichura i śniegi.
Zagaduje:
- Witam w Dubaju! Jesteś z Rosji?
Oczywiście, że blondynki są tylko tam produkowane. Jakże by inaczej
- Z Polski.
- Jesteś tu sama?
Widocznie zaskoczona zmyśla na poczekaniu niezbyt przekonywującą historyjkę o chłopaku czekających na zewnątrz.
Szejku potakuje grzecznie. Zmieszał się oczywistością kłamstwa i lekkim zażenowaniem Bashy.
- Aha. Podwieźć cię do chłopaka? Już późno a tu może być nieciekawie.
Jak nieciekawie? W centrum Dubaju?
Basha zaczerwieniła się zaczynając już lekko panikować, przypominając sobie wszystkie chwyty z samoobrony, których nauczyła się oglądając bollywoodzkie filmy.
- Co ten arab ode mnie chce?
Grzecznie dziękuję i wkłada już prawie w biegu ostatni olbrzymi kęs wielkiej krewetki do buzi.
- Jaka fura, gdzie fura? 
W tym czasie wyraźnie zażenowany całą sytuacją szejk żegna się i wychodzi z restauracji. Basha Patrzy przez okno za oddalającym się typem, obserwuje i szuka samochodu. Żaden w polu widzenia.
- Ładna mi tu podwózka. Pewnie chciał za wielbłąda sprzedać, jak zawsze mama mówiła. Zanotować: słuchać się częściej mamy.
Nagle jej oczom okazuje się Lamborghini. 
- Nie może być. Przejażdżka taką furą mnie ominęła? Notka w kalendarzyki do skreślenia.
Cholera by to jasny szlag!!

Koniec

Pozdrawiam mamo.

Włosy na wierzchu.. niestosownie z mojej strony..Taka ze mnie arabka pomarańczowa.

Burdż Kalifa.. Najwyższy budynek świata (jeszcze)

Panie i Panowie oraz Mniejsi tak sobie też spędzają weekendy, gapiąc się w wodę..

Ważni Panowie Szejkowie wiszą na ścianach

Mniej ważni przechadzają się po mieście..

jeżdżą do swoich posiadłości na "wyspie palmie".


po co się wozić jak można lecieć?

Chill out na weekend w jednym z najdroższych hoteli w mieście.


Twarzowo. Wszystkie fałdki przykryte.


Szejk paparazzi. Przepraszam Pana,  nie ładnie z mojej strony..



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz