31.08.2015

Jak zdobyć Wielki Mur Chiński


 Wielki Mur Chiński jest tylko jeden i trudno go pomylić z jakimkolwiek innym zabytkiem na świecie. Wprawdzie nie można go zobaczyć z kosmosu, ale wciąż wywołuje niezapomniane wrażenia na zwiedzających. Niestety często też te negatywne związane z tłumami zainteresowanych. Na którą część muru się wybrać żeby docenić jego piękno w spokoju i ominąć rzesze turystów? Nie wiem. Ale powiem na której byłam ja i o tym jak bardzo mi się podobało.






Mutianyu Great Wall. 

Część muru położona 90 km na północ od Pekinu. Charakteryzuje się tym, że nie jest tak mocno odrestaurowana i tak licznie uczęszczana jak najbardziej popularna i najłatwiej dostępna część w pobliżu stolicy czyli Badaling.
Sceneria jest niesamowita i chociaż jego część (zwłaszcza pomiędzy odcinkiem od wieży 18 do 20) jest dość stroma, można wyznaczyć sobie inną trasę, lub na sam mur podjechać kolejką. Jeśli ktoś czuje się na siłach warto wyjść poza odremontowany obszar, nie dostępny dla turystów.
Właściwie niedostępny jest tylko dla tych którzy nie odważą się wspiąć trochę wyżej. Za znakiem "wstęp wzbroniony" mur oczywiście się nie kończy. Opuszczony, zarośnięty i trochę bardziej wymagający, po prostu magiczny. Tu właśnie miałam Wielki Mur Chiński tylko dla siebie! No dobra o bycie samotnym w Chinach trudno. Faktycznie przy którejś z nieoznaczonych już wieżyczek siedział sobie Pan Chińczyk i czekał na turystów-anarchistów ze swoim kramem pamiątkowym. Rozczarowałam go zapewne nic nie kupując i wyszczerzyłam jeszcze moje królicze zęby w szerokim uśmiechu na znak sympatii. Pięłam się dalej.

Można sobie wyjechać kolejką do wieży numer 14, albo wspinać się schodami do 10, 8 lub 6, jak kto lubi.





Pan Chińczyk czeka na klientów w części "niedostępnej" dla turystów.

Pan Chińczyk zrobił mi fajne zdjęcie.
 
Niestety z tym odcinkiem wiąże też niemiłe wspomnienia. Ponieważ ścieżka jest dzika i niewyremontowana, momentami trzeba się trochę powspinać. Trochę ogłupiałam i goniłam po murze jak szalona w ekstazie. Podczas zeskoku z jednej z wieżyczek kontrolnych poczułam znajomy ból w kolanach (tak, obydwu). No to Koza poskakała. Z krzywą miną wściekła na siebie schodziłam w kierunku wyjścia i starałam się nie myśleć o tym "a co jak jutro nie wstanę z łóżka?". Wpis w moim pamiętniku po powrocie z wypadu: "Debil! Już się czułam Panem Świata a teraz będę kuśtykać".. Z łóżka wstałam, ale akupunkturą na moje biedne kozie kolana raczyłam się do samego końca pobytu i szczytów już zdobywać nie mogłam..


"No-Tourist section please do not enter". Koniec turyści! Dalej nie można! Wypad!
Niewyremontowany mur au naturel.


Tak wygląda tam gdzie nie można oglądać.

Praktycznie:
  • Dojazd: Lokalnym autobusem (916 lub 916 express) wyjeżdżamy z dworca Beijing Dongzhimen do Huairou Bus Station (bilet 12 juanów w jedną stronę). Po drodze Panowie taksówkarze i busikowi widząc białego nawołują do wysiadania. Nie warto tego robić bo potem dojedzie się na mur drożej. Wysiadamy dopiero jak po prawej stronie zobaczymy dużo busikowych na parkingu. Tam targujemy się o cenę, która pewnie zależy od liczby podróżujących. Ponieważ ze mną turystów nie było (dwójka wysiadła przedwcześnie) byłam sama i miałam problemy z jej ubiciem. Na szczęście pogoda ładna więc nie zdenerwowałam się tym, że Panowie zastosowali technikę "osaczenia" i za nic z ceny zejść nie chcą. Nie chcą to nie jadę.. hehe.. słońce świeci w twarz, nie ma się przecież co stresować. W końcu jedyna kobieta w tłumie wzięła mnie pod ramię i bez słowa wepchnęła do swojego busa. Tym samym z początkowej ceny 250 pod mur podjechałam za 35 juanów obiecując, że z powrotem też się z nią zabiorę.
  • Wstęp: W cenę biletu który kosztuje 58 juanów wliczony jest przejazd busem pod mur. Tu też miałam pewną sprzeczkę z Panią bilety sprzedającą. Próbowałam wyjaśnić jej, że ja busika pod mur nie potrzebuje bo przecież widzę go, jest TAM i nie muszę do niego podjeżdżać.. no cóż.. Eskapada pod sam mur wygląda następująco: Po zakupieniu biletu w okienku kierujemy się do bramy wejściowej, mijamy sklepiki, pamiątki i (o!) Burger Kinga i wsiadamy do zakichanego busika, który podjeżdża około 400 metrów pod schody. Tam zostajemy wyrzuceni i możemy zdecydować czy pniemy się samodzielnie czy jedziemy sobie wygodnie kolejką do góry (kolejka bodajże 125 juanów w jedną stronę). 
Niech foty przemówią:


Nie ma ludzi. Mój mur!


Mój nowy ziomek.









Są ludzie. Jest parka.





Pusto więc selfie.




Jesteś w Pekinie i nie wiesz  który odcinek muru najlepiej obczaić?
Jest kilka opcji, jedne wymagające więcej wysiłku w jego odnalezieniu, inne mniej. Warto jest zapoznać się z nimi przed planowaniem takiego wypadu przykładowo Tu albo tu. Jedyną radę jaką mogę dać temu, który nad wycieczką na mur się zastanawia: Nie jedz na Badaling jeśli nie musisz (jesteś ograniczony czasem)!


Nie jedź na Badaling, chyba że w Pekinie nie masz dużo czasu albo lubisz być sardynką.

Dziękuję za uwagę. Za to kocur przy okienku biletowym.

9 komentarzy:

  1. Malowniczy murek. Jestem równie fatalnym kierowcą jak miejscowi, więc chytrze wynajmę samochód lub inny pojazd którym podjadę w okolice Muru. Poszukam sobie własnego kawałka, gdzieś dalej od Pekinu. Nie przepadam za tłumami, więc Badaling odpada w przedbiegach. No i te buski, podjazdy kolejkami .... Zorganizowana forma opresji na turystę. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w pełni! Jeśli tylko ma się więcej czasu i chęci warto jechać tam gdzie nie ma szalonych tłumów, busików i opłat.

      Usuń
  2. Zazdroszczę wyprawy, mi się marzy usiąść na chwilę na ławce w Central Park NY

    OdpowiedzUsuń
  3. Aleee fajna przygoda! Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam być;) Z tym, że najchętniej pospacerowałabym Murem zupełnie sama, bez żadnych ludzi, a tym bardziej tłumu turystów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne! nie idź tam gdzie wszyscy a może będziesz mieć mur tylko dla siebie!

      Usuń
  4. Śliczny kocur. Kurdę, wielki mur chiński, to dopiero jest wyzwanie, być tam, widzieć to na własne oczy, przejść się... Chciałabym kiedyś móc tego samego doświadczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Basia- szczerze zazdroszczę Ci tych podroży! I motywujesz mnie do wyjazdu z PL ;).
    A skad te kłopoty z kolanami? Ja miewam też czasami jak przeforsuje i co tydzień masaż sportowy a jak mocno się zepsuje to też akupunktura. Uważaj na siebie i czekam na dalsze eskapady :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudnie zazdroszczę wyprawy, Azja to moje wielkie marzenie. kot cudak :)

    OdpowiedzUsuń