22.11.2015

make up u dziewczyn (i chłopaków) w Birmie - Thanaka

Nie trzeba długo przekonywać do tego, że warto odwiedzić Birmę, jednego z najciekawszych krajów Azji, który jeszcze do niedawna pod rządami wojskowej junty był izolowany od świata. 
Birma fascynuje a pierwsze co rzuca się w oczy nowo napływającym turystom to ludzie, którzy niezależnie od płci i wieku noszą na twarzach makijaż pielęgnacyjny czyli Thanakę. Co to takiego właściwie? I czemu służy?



Obsesja Azjatów na punkcie alabastrowej cery to żadna nowość. W praktycznie każdym azjatyckim kraju możemy zaopatrzyć się w specjalne serie kosmetyków rozjaśniających i tych o wysokich filtrach chroniących skórę przed słońcem. Do tego zaliczyć można także wszelkiego rodzaju maseczki, kremy, żele do mycia, balsamy, czy nawet dezodorant w kulce rozjaśniający (pachy?).

Thanaka jest niczym innym jak właśnie kosmetykiem, który ma służyć m.in. zachowaniu bladej cery.
Żółto - białe smugi sproszkowanej gałęzi drzewa to znak rozpoznawczy Birmańczyków, którzy jako jedyni w Azji zakochali się w tym tanim i łatwo dostępnym produkcie.

Korzyści ze stosowania Thanaki

-używana jest przede wszystkim po to by chronić przed promieniowaniem słonecznym. Ponoć delikatnie rozjaśnia cerę a naturalny filtr słoneczny nie pozostawia tłustego filmu na buzi, wręcz przeciwnie, matowi i lekko wysusza,

-"glinka" doskonale sprawdza się podczas przebywania na słońcu dając lekko chłodzący efekt skórze. Lokalni mają tendencję do nacierania się Thanaką przed pójściem spać, przez co efekt chłodzenia pozwala przetrwać im gorącą tropikalną noc,

-zapobiega ona także przetłuszczaniu się twarzy a jej działanie antybakteryjne lekko wysusza niedoskonałości i ogranicza wydzielanie sebum, lecząc zaskórniki i pryszcze,

-pozostawia na ciele piękny, naturalny i delikatny zapach, przypominający nieco drzewo sandałowe,

-liście czy owoce drzewa Thanaka są stosowana jako lek przeciwko biegunkom, bólom brzucha, zatruciom pokarmowym a nawet reumatyzmie i malarii. Thanaka pełni bardzo istotną rolę w medycynie naturalnej stosuje się ją też miejscowo na wszelkie zmiany skórne (egzema, psoriasis) i leczy nią grzybicę.


Co to jest tak naprawdę i jak stosować?

Thanaka to drzewo, które po osiągnięciu 35 lat zostaje pocięte na kawałki a gałęzie ścierane na proszek tworzą pastę, którą używa się jako kosmetyk. Owoce i liście Thanaki też zostają wykorzystane gdyż mają one szerokie zastosowanie w medycynie naturalnej. W Thanakę zaopatrzyć można się dosłownie wszędzie w Birmie, za 20 centymetrowy klocek zapłacimy ok. 9 000 kyatów czyli jakieś9 USD. Sprzedawana jest ona na lokalnych targach wraz z płaskim olbrzymim kamieniem, od niedawna też o wielkości pięści w wersji turystycznej. Uff..

Sam produkt - kosmetyk tworzy się poprzez starcie konaru drzewa na płaskim specjalnie do tej czynności zaprojektowanym kamieniu na proszek. Tak powstały pył podlewa się dużą ilością wody (wciąż posługując się kamieniem) otrzymując pół przeźroczysty płyn, który należy nałożyć na twarz. Po jego nałożeniu powinno odczekać się chwilę do wyschnięcia i można ruszać na miasto :)

Thanaka dostępna jest też w wersji zbitego pyłu na klocek "mydełko", które również należy ścierać na kamieniu. Turyści, którzy na zakup specjalnego kamienia, nawet tego niewielkiego, nie mają ochoty, mogą kupić sobie pastę z Thanaki w słoiczku. Niestety jest ona nasączona sztucznymi aromatami i nie ma się pewności czy nie ma w środku też innych dodatków. Taką pastę rozcieńcza się wodą w dłoniach.

Thanaką najczęściej pokrywa się nos i policzki. Jednakże nie wszyscy ograniczają się tylko do pokrycia buzi, często aplikują oni Thanakę na ręce czy dekolt lub malują na twarzy ciekawe wzory (np. liście na policzkach).


Basha i Thanaka

Podczas 40 stopniowych upałów nakładanie jakichkolwiek kolorowych kosmetyków w moim odczuciu nie ma większego sensu. Po krótkim czasie moje zszokowane kanaliki potowe produkują takie ilości wody, że make up dosłownie spływa z twarzy. Dla osoby uzależnionej od malowania się nawet w podróży i miejscach tropikalnych Thanaka jest wybawieniem. Daje lekkie krycie bez efektu świecenia i świetnie się sprawdza jako filtr przeciwsłoneczny.

O ile na zdjęciach Birmańczyków widocznych poniżej można odnieść wrażenie, że każdy z osobna włożył twarz do błotka i czekał do wyschnięcia uwierzcie, że Thanakę można też wklepać równomiernie. Problemem jest wyłącznie to, że nie można dobrać odpowiedniego odcienia, komponującego się z naszą karnacją. Do wyboru mamy tylko dwa: żółty i mniej żółty.
Jeśli już zacząłeś nabierać ładnych kolorków, czyli jesteś już lekko opalony z Thanaką na buzi nie będziesz wyglądać źle. Gorzej gdy twoja biała twarz dopiero od kilku dni cieszy się tropikalnym słońcem. Nałożysz równomiernie Thanakę i przechodnie będą współczuć ci choroby. Wtedy trzeba wysmarować się tym błotkiem tak jak lokalni i nikt nie zwróci uwagi na umorusaną buzię.

Ja Thanakę przywiozłam sobie w różnej wersji, tą zamkniętą w słoiczku i tą naturalną pod postacią gałęzi drzewa. Myślę, że warto zaopatrzyć się w nią ze względu na to, że fantastycznie sprawdza się jako maseczka na buzię. Po powrocie do domu można od czasu do czasu się nią elegancko wysmarować i zapewnić sobie gładką buzię bez wyprysków.
Jestem w stanie też sobie wyobrazić, że w przyszłości będąc w cieplejszych krajach będę używać ją jako filtra-podkładu na twarz. W końcu można mieć matową twarz podczas upałów! Nieziemskie uczucie!




podwójna ochrona.



Panie czekają na pociąg a Thanaka na buziach.

Tatuś małego też wysmarował.

Dzieciaki oglądały z nami i ich opiekunem, mnichem, zachód słońca w Baganie.

Panie w lokalnej ulicznej restauracyjce nawet w cieniu chronią skórę.


Mój "Thanaka look". :) Jeszcze nie jestem opalona więc żeby nie wyglądać żółto poprosiłam właścicielkę hostelu w którym spałam o nałożenie trochę Thanaki. Przykryła klasycznie pucki i nos.

Co myślicie? Jak wam się podoba?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz