19.09.2015

Nie ma jak w domu? Chińskie mniejszości narodowe.

Chiny zamieszkuje aż 55 mniejszości narodowych, ale czy mogą czuć się jak u siebie?
Jest to niewątpliwie barwna mieszanka etniczna w tym wielkim czerwonym kotle z czego najliczniejszą grupę stanowią Chińczycy Han (ok. 92% populacji). Skomplikowana relacja rządu Hanów z mniejszościami narodowymi objawia się w nacisku na wprowadzenie jedności kulturowej prowadząc do okresowych zamieszek i dziwnej propagandy.





1. Jesteśmy datong - wielką wspólnotą

W końcu zjednoczenie z większością czyli dominującą kulturą jest procesem nieuchronnym.
I tu właśnie jest miejsce na propagandę, która próbuje przekonać jak fajnie jest być jednolitą masą. To przecież w ich "interesie" jest dołączyć do tego "jednolitego państwa" a mała grupka długowłosych dziwnie przebranych  wyznawców taoizmu nie ma większego znaczenia w obliczu cementowania Wielkich Chin. Przecież są"dowody" na to, że mniejszości narodowe razem z Hanami walczyły przeciwko wspólnemu wrogowi, tym samym dobrowolnie wkraczając na drogę do chińskiego socjalizmu! Oł yeah!

Aż ręce pocą mi się od pisania takich bzdur. Czego jeszcze uczy nas chińska propaganda o jednolitym narodzie chińskim?


2.Mój dom

Mimo, że mniejszości etniczne stanowią tylko niewielką część ludności chińskiej, zamieszkują bardzo rozległe tereny Państwa Środka. Skumulowani są głównie na północnym i południowym zachodzie. Tybetański Region Autonomiczny i prowincja Xinjang to prawie 1/3 całych Chin.
W porównaniu do Hanów czyli całej reszty (pełnoprawnych Chińczyków), grupy etniczne nie przenoszą się masowo do miast. Panujący trend uciekania ze wsi nie dotyczy ich w żaden sposób. Tybetańczycy przykładowo, nawet ci wykształceni i mówiący płynnie po mandaryńsku, mają trudności ze znalezieniem pracy poza swoim miejscem zamieszkania. Nigdzie indziej w Chinach nie są mile widziani i dobrze o tym wiedzą.
 
Chiny mają złożone relacje z jego mniejszościami. Różnego rodzaju zamieszki i konfrontacje z władzą mają miejsce okresowo w odległych regionach kraju, w tym w Tybetańskim Regionie Autonomicznym, Mongolii Wewnętrznej i zachodniej prowincji Xinjiang (domu do muzułmańskich Ujgurów mówiących po turecku). Dominujący Chińczycy Han muszą kontrolować sytuację i na nowo wymyślać sposoby na to żeby uspokoić zapędy mniejszości do walki o swoje prawa.

3. Byle ładnie i kolorowo 

Jednym z nowych sposobów  na jakie wpadł rząd jest propaganda pod płaszczykiem sztuki. Sponsorowane przedstawienia Tybetańczyków, show pięknych śniadych rozśpiewanych kobiet bije fake'iem na odległość i odwraca uwagę od represji religijnej i nadzoru rządowego.  
Niestety istnieje ogromna przepaść pomiędzy tym, jak Komunistyczna Partia Chin chce pokazać daną kulturę a tym jak dana grupa sama się reprezentuje.

Jak przykro było mi brać udział w tym teatrzyku zorganizowanym dla chińskich turystów w którym nie było nic autentycznego. No, ale od początku: będąc na jedynej podczas mojego wyjazdu zorganizowanej chińskiej weekendowej wycieczce do Juzaigou w Prowincji Syczuańskiej (licznie zamieszkiwanej przez Tybetańczyków) byłam świadkiem całej tej szopki propagandowej. Wycieczka z przewodnikiem do jednego z najpiękniejszych Parków Narodowych w Chinach była super okazją cenową. Nie mogłabym pojechać gdyby nie moi mówiący po mandaryński znajomi, którzy nam zorganizowali miejsca. No bo jak miałabym coś takiego znaleźć w ogóle w necie? Cała wycieczka i przewodnik od A do Z to chińszczyzna.


4. Tybetański rap.

Oprócz pobytu w wyżej wspomnianym parku wypad przewidywał szereg "atrakcji". Większość z nich była wyreżyserowana czyli po prostu słaba. I tak jak wszędzie na świecie wygodnym autokarem zostałeś zawieziony do sklepu, gdzie można się zaopatrzyć w cukierki z mleka jaka albo korzeń na długowieczność czyli dużo możliwości Sho Ping. Do tego masa dziwnych wyreżyserowanych atrakcji jak właśnie odwiedzenie jednej z "autentycznych" wiosek tybetańskich, gdzie na ścianie każdego z domów wisi portret Mao Zedonga a domki takie piękne i wyrestaurowane.. Także występy, tańce, śpiewy w autokarze czyli to co na wypadzie takim się robi.

Dziwnie zaczyna się gdy podczas jednego z występów u "tybetańskiej" rodziny i obiadu czyli żylastego kawałka mięsa z jaka i lokalnego bimbru, głowa domu zacnie odziana w lokalne szmatki ubiera ciemne okulary i zaczyna...rapować... Pewnie tak jak kiedyś jego przodkowie... Po kilku darmowych głębszych atmosfera się rozluźnia i po koncercie życzeń publiczność sama zaczęła brać udział w występie. Cała szopka kończy się pamiątkowym, obowiązkowym i odpłatnym zdjęciem z głową rodziny i córkami i przeniesieniem imprezy poza tradycyjny tybetański dom a la sala weselna. Później rozpoczęły się tańce i śpiewy a ja jak gbur wchodzę do autokaru i obserwuje. Cel wycieczki spełniony, zadowoleni Chińczycy wrócą do swoich domów i nawet do głowy im nie przyjdzie, że ci kolorowo ubrani mogą być uciskani przez nasz Zacny Komunistyczny Rząd.


"Tradycyjny" tybetański dom z wielkim salonem (?) mieszczącym 200 osób
 Program wycieczki przewidywał także wyjście do teatru na występ rozrywkowo - teatralny. Z tego co zrozumiałam na początku przedstawiono historię i początki jakiejś dynastii, krótko i zwięźle. Następnie już tylko śpiewano i tańczono. Nie powiem, że nie robiło to wrażenie, piękne stroje, muzyka, śpiew na żywo. Były gagi i zabawy z publicznością, trochę śmiechu i znowu picie lokalnego bimbru. Impreza na całego, szkoda, że tak zainscenizowana i sztuczna.

Występ mniejszości kulturowych w teatrze, istna szopka

Proszę, jak ładnie tańczą!


4. A przecież inne jest piękne.

Chiny promują się na wielokulturowy i wielonarodowościowy Land żyjący w pięknej harmonii czyli wielka abstrakcja i teatrzyk. Inne jest na prawdę piękne i ciekawe. Wystarczy zagłębić się trochę w temat, albo pojechać na południe Chin żeby zobaczyć jak fantastycznie różnorodne w wyglądzie i zwyczajach są poszczególne mniejszości narodowe.

"Partner look" w wersji rodzinnej. (grupa Hani)

Jak ktoś woli ciemniejsze kolory..



Niebieskie, różowe, czerwone szmatki

Piękne stroje do kupienia, zaraz nad głową sprzedawczyni też srebrne "korony" na głowę. (grupa Miao)

Pani potrzebuje dużo słoniny, pewnie na smalec!

Fajna stylówa.

Przyjaciółki na Sho Ping

Znajdzie się też coś na słodko.

Co tam dziś dają do gara? Kawałki świnki? Pycha!

Piękne i młode.

Relaksujące popołudnie i plotki. (grupa Dai)

Bardzo ładne opaski na głowę prze Pani.
Te 3 cwane Panie żądały kasę za zrobione zdjęcie.. no cóż w końcu wyglądają cudnie

Jeszcze tylko fartuch poprawić..

i usta..

Nie wiem do jakiej grupy Pan należy, ale bardzo podoba mi się Pana futerko.

Całkiem sporą tekę Pani tam ma. A co w środku? (grupa Naxi)

A może to tylko mundurek szkolny? Sama już nie wiem..

gdzieś blisko granicy z Tybetem, Panie noszą takie fartuszki. (Tybetańczycy)

Tutaj może ich dokładnie nie widać, ale są! Wypatrzyć je trzeba między flagami, Panie z "ręcznikami" na głowie.

I tak przyszło mi widzieć:
  • Yao - odróżnia ich intensywnie kolorowy tradycyjny strój i sposób upinania włosów kobiet Yao (które często ich nie obcinają przez całe życie) wyznają oni taoizm
  • Naxi - gdzie kobiety rządzą w rodzinie
  • Dai - buddyści ze słomianym kapeluszem lub nakryciem głowy a la ręcznik żują narkotyczne liście betel-nut
  • Hani - kobiety ozdabiają głowę biżuterią przypominającą monety i koszulki z zapięciem na boku
  • Miao - noszą mnóstwo srebra wierząc, że chroni przed złymi duchami
  • Jinuo - czyli jak sami mówią o sobie "ci którzy szanują wujka" (ale czemu?), kobiety noszą jasne tuniki z horyzontalnymi pasami, zęby często barwione na czarno i wielkie ozdoby na uszach
Może udało mi się zobaczyć też inne mniejszości narodowe, których nie byłam w stanie rozpoznać. W każdym razie było ich sporo i to tylko w trzech prowincjach na południu Chin.  Mam nadzieje, że większość grup etnicznych dalej będzie kultywować swoje tradycje i zwyczaje. Nie będą kontynuować ich tylko ze względu na zainteresowanie turystów i przede wszystkim zostaną zaakceptowani przez rząd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz